Glinki i maski, czyli Black Rose Evree, Pilaten, Zielona glinka Nacomi i Maska z glinką L'OREAL

Witam was cieplutko. 

Z każdym dniem zbliżamy się do lata, robi się coraz jaśniej i cieplej (oby) i właśnie dlatego przychodzę do was z tym wpisem. A mianowicie, chcę wam przedstawić moje kosmetyki detoksykujące buzię czyli te oczyszczające z toksyn.

Na pierwszy ogień pójdzie Zielona Glinka Nacomi. Używam tego produktu od co najmniej pół roku i znam jej działanie na wylot.
Niesamowicie działa na różnego rodzaju pryszcze i trądzik. Wysusza wszystko za jednym zamachem, a jej częste używanie (3-4 razy w tygodniu) gwarantuje pozbycie się jakichkolwiek niedoskonałości na długi czas. Zielona glinka świetnie oczyszcza, wygładza, dobrze sobie radzi z nadmiarem sebum i dzięki temu skóra przestaje się świecić. 
Po drugie jest to produkt bardzo wydajny, patrząc na zawartość opakowania sądzę że spokojnie wystarczy mi jeszcze na miesiąc. Opakowanie zawiera 138 gram zielonej glinki, skład: glinka 100%, bez zbędnych składników ani chemii, jego cena regularna to 19,99 zł.
Po trzecie jest to półprodukt, który wymaga rozrobienia np. z wodą, olejkiem różanym, olejem kokosowym, makadamia itp. Dzięki połączeniu substancji ciekłej, z glinki robi się błoto, które bardzo szybko zastyga w beton (łącząc z wodą). W połączeniu z olejkiem możemy uniknąć betonowej twarzy, a przy tym zaczerwienień i podrażnień. Ja mimo wszystko bardzo lubię efekt zastygnięcia maseczki. Czuję wtedy jak ściąga mi się twarz, a przy tym mam pewność że działa na moją buzię i osobiście bardzo lubię tą glinkę.



Następnym produktem, (jak widać na zdjęciu) jest Maska Z Glinką L'OREAL. 
Pierwsze co się rzuca w oczy to jej ekskluzywny wygląd. Opakowanie bardzo przyciąga wzrok i zachęca do kupna, szczególnie na promocji za 25,99 zł (cena regularna to 34,99 zł). Po otwarciu opakowania produkt zachwyca swoim przepięknym zapachem, jest bardzo ziemisty, wyjątkowy, jak tropikalny las rankiem pokryty rosą i kropelkami deszczu. Sama nie wiem jak powinnam go opisać. JEST CUDOWNY! 
Drugie, to jego zastyganie na kolor jasno-szary, ewentualnie na szaro-niebieski. Spięcie na buzi jest o wiele delikatniejsze niż w przypadku glinki Nacomi i cały czas pięknie pachnie. Aplikuję maskę suchym pędzlem do podkładu i rozprowadzam po całej twarzy, od razu po otworzeniu produktu. 
Trzecie, skóra twarzy po umyciu staje się miękka, pozbawiona sebum i rozświetlona - tak jak obiecuje producent. Używam ją dość rzadko z powodu "jest taka fajna, szkoda mi jej używać".
Zdecydowanie kupię następny słoiczek po zużyciu i już teraz czaję się na promocje maseczki w niebieskiej wersji z algami. 

Trzecią, dobrze wam znaną rzeczą jest Czarna Maska PILATEN, która wzbudza kontrowersje, sama mam do niej mieszane uczucia. Nie działa rozprowadzając ją po twarzy po zwykłym peelingu, ale najpierw trzeba zrobić porządną parówkę (pochylić twarz nad wrzącą wodą) i trzymać tak ok. 10 minut. Później na rozgrzaną wilgotną twarz położyć produkt i poczekać aż zaschnie.
Uczucie maseczki jest nawet przyjemne. Nie boli ani nie ciągnie twarzy. Po 30 minutach należy szybkim ruchem zerwać maseczkę i umyć twarz. Efekty są różne, czasami oczyści więcej porów, czasami mniej, może to zależy od tego jak głęboko są osadzone w skórze..? 
Moje ogólne zdanie jest takie pół na pół, ale warto mieć ją w swojej łazience, nie zaczerwienia twarzy, nie podrażnia no i usuwa sebum. 


Evree Black Rose to u mnie nowość. Użyłam ją zaledwie trzy razy w przeciągu trzech dni. 
Pierwsze moje wrażenie było dość przecięte. Skusiłam się na maseczkę ze względu na promocje 23,99 zł (regularna cena to 29,99 zł), poza tym zbliża się lato i potrzebuję głębokiej detoksykacji twarzy. 
Otwierając produkt najpierw dotarł do mnie różany zapach. Całkiem mi się spodobał, lubię czuć woń kosmetyku na twarzy. Później, po wyschnięciu maski moja twarz zrobiła się niesamowicie miękka, to dla mnie coś nowego, wiedząc ze moje poprzednie maski zastygały na sztywną substancję. Mogłam jeść, mówić, śmiać się i chwilami po prostu zapominałam że mam ją na twarzy. Jest ultra nawilżająca i kojąca. Jak na razie super!



Dziękuję za uwagę miśki! Mile widziane komentarze. :)

Komentarze